Henryk Sławik (1894-1944)

Talenty

  • Humanista
  • Społecznik

Profil

W czasie II wojny światowej uratował wielu Żydów, w tym znaczną liczbę dzieci. Z tego powodu został zamordowany w niemieckim obozie koncentracyjnym. Pośmiertnie odznaczony Medalem Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata.

Biografia

Urodził się w Szerokiej na Górnym Śląsku w biednej, chłopskiej, wielodzietnej rodzinie. Skończył jedynie pruską szkołę ludową i ruszył w świat w poszukiwaniu zarobku. Jeszcze przed osiemnastymi urodzinami znalazł zatrudnienie w pobliskim dworze, gdzie zajmował się m.in. końmi. Później pracował też jako robotnik w Altonie niedaleko Hamburga. Wstąpił tam domałego koła Polskiej Partii Socjalistycznej, skupiającego podobnych emigrantów jak on sam. W czasie I wojny światowej był żołnierzem armii niemieckiej i jeńcem w obozie na Syberii. Po powrocie był uczestnikiem trzech powstań śląskich. Przekonywał niezdecydowanych Ślązaków, by w plebiscycie głosowali za przynależnością do państwa polskiego. W latach dwudziestych i trzydziestych XX w. dynamicznie działał na Górnym Śląsku w PPS, był wieloletnim redaktorem „Gazety Robotniczej”, radnym miejskim oraz członkiem wielu komitetów i towarzystw społecznych. „Henryk Sławik sam potrafił nadrobić braki w wykształceniu, zdawał sobie jednak sprawę, że dla tysięcy górnośląskich robotników edukacja poza poziomem najbardziej podstawowym jest niedostępna. Stąd też, od początku swej działalności publicznej, obok pracy dziennikarskiej skupił się na podnoszeniu poziomu ich wiedzy” – pisał biograf Sławika dr Tomasz Kurpierz. 

Z ojczulkiem Polaków 

W przededniu II wojny światowej Sławik znalazł się na specjalnych niemieckich listach gończych, które stanowiły podstawę do opracowania publikacji zawierającej listę osób, które ze względu na swą działalność miały być zatrzymane zaraz po wkroczeniu hitlerowców. Po przegranej wojnie obronnej w 1939 r., jak setki tysięcy Polaków, Sławik zdecydował się na opuszczenie kraju. Zatrzymał się – jak 120 tys. rodaków – w obozie dla uchodźców na Węgrzech. Losy Sławika szybko skrzyżowały się z drogami Józsefa Antalla, wówczas wyższego urzędnika, który został delegowany przez rząd Królestwa Węgier do zorganizowania opieki nad polskimi uchodźcami. Węgier, później nazywany „ojczulkiem Polaków”, od kilkunastu dni odwiedzał różne miejsca pobytu polskich uchodźców, pytał o warunki, najważniejsze potrzeby, a Polacy udzielali mu odpowiedzi i na tym zwykle się kończyło. Do czasu aż głos zabrał Sławik. „Wówczas odpowiedziałem po niemiecku – wspominał w następnym roku – bo i on tym językiem przemawiał, że jeszcze kilka miesięcy pobytu, a wszyscy rozleniwimy się, bo nie ma co robić, i rozpijemy się, bo nasi gospodarze węgierscy są tacy gościnni. Jak mi później opowiadał Antall, był to pierwszy przypadek krytyki ze strony uchodźców. Podkreśliłem jeszcze, że musimy nasze siły pomnażać, bo po powrocie do kraju czeka nas ciężka praca, odbudowa zniszczonych przez hitlerowców miast i fabryk”. Węgra zaskoczyła tak śmiała i stanowcza postawa Polaka. „Zareagował błyskawicznie: po krótkiej rozmowie zaproponował Sławikowi, by objął kierownictwo polskiej instytucji, która miałaby dla niego charakter opiniodawczy, a następnie mogła koordynować całość spraw związanych z opieką nad uchodźcami. Sławik się zgodził i już po kilku godzinach przybył do Budapesztu. Współpraca obu mężczyzn szybko przerodziła się w prawdziwą przyjaźń” – pisał dr Kurpierz. 

Pomagał wszystkim bez wyjątku 

Sławik troską – oprócz samych Polaków – otoczył szczególnie narażonych na eksterminację około 12 tysięcy Żydów, których szukali schronienia na Węgrzech. Już w 1940 r. zapoczątkował akcję wyrabiania im dokumentów z typowo polskimi nazwiskami oraz katolickich metryk chrztu. „Większość żydowskich uciekinierów stanowiły biedne rodziny, które nie miały «dobrego wyglądu» i nawet nie mówiły po polsku. Wyrobienie im dokumentów było trudne, ale Sławik pomagał wszystkim bez wyjątku” –  wspominał po latach ocalały Henryk Zimmermann. Sławik zorganizował też sierociniec dla żydowskich dzieci w miasteczku Vac, oficjalnie nazwany Domem Sierot Polskich Oficerów. Działało tam przedszkole i szkoła, w której realizowano polski program nauczania. Jednocześnie jednak nie pozbawiano dzieci ich tożsamości – po oficjalnym udziale w Mszy św., potajemnie uczono je hebrajskiego i objaśniano Stary Testament. „Dzięki temu dzieci przez kilka miesięcy mogły mieć choć namiastkę domu i żyć w miarę normalnych warunkach” – podkreślał dr Kurpierz. „Większość straciła wszystkich najbliższych i była całkowicie osamotniona. Niektóre z nich widziały śmierć swych rodziców. Jeden z chłopców uratował się tylko dlatego, że wdrapał się na drzewo i tam siedział ukryty przez całą dobę, będąc świadkiem masowych morderstw (…) Po takich przeżyciach doznawały nerwowych ataków, miały koszmarne sny. Opiekunowie z ogromnym poświęceniem starali się przywrócić im równowagę fizyczną i psychiczną” – dodawał. W maju 1944 r. dzieci zostały potajemnie przewiezione do Budapesztu i tam, ukryte w kilku miejscach, wszystkie dotrwały do końca wojny. 

Czułam się szczęśliwa, że miałam takiego ojca

Sam Sławik po rozpoczęciu niemieckiej okupacji na Węgrzech w marcu 1944 r., musiał się ukrywać. Choć kilkukrotnie proponowano mu wyjazd z kraju ze szwajcarską wizą, za każdym razem odmawiał, twierdząc, że nie może zostawić podopiecznych. Najprawdopodobniej zdradzony przez jednego z uczniów, trafił w ręce gestapo. Aresztowany został również Antall. Niemcy chcieli zdobyć przede wszystkim informacje o udziale Węgra w akcji przerzucania Polaków na Zachód oraz jego roli w ratowaniu Żydów. Ujawnienie zaangażowania Antalla w te przedsięwzięcia równałoby się jednak wydaniu na niego wyroku śmierci. Sławik całą odpowiedzialność wziął na siebie, mimo brutalnego śledztwa nie zdradził przyjaciela. Po brutalnym śledztwie Polak trafił do obozu w Mauthausen. Tam też, wraz z kilkoma swymi współpracownikami, został powieszony 23 sierpnia 1944 r. Za swe zasługi na rzecz ratowania Żydów został pośmiertnie odznaczony Medalem Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata. „Od mera Hajfy dowiedziałam się, że liczba uratowanych przez mojego ojca Żydów przekroczy pięć tysięcy. Czułam się szczęśliwa, że miałam takiego ojca, dla którego drugi człowiek był tak samo ważny” – mówiła córka Sławika Krystyna Kutermak.


Brak dostępu do ankiet

Aby wziąć udział w ankiecie musisz posiadać konto oraz musisz być zalogowany.



Skip to content